sobota, 31 grudnia 2011
Chyba czas na nowe wieści :) po powrocie z wyjazdu listopadowego zaczął się dla mnie czas intensywnej pracy. Rzadko wychodziłam z biura o czasie, a kiedy wracałam zwijałam się w kłębek na kanapie. Jesienna deprecha czy tylko zmęczenie, ciężko powiedzieć. Zmuszałam się jednak do wysiłku, wróciłam na siłkę, na basen, to mi trochę dodawało energii, aby przetrwać kolejny dzień. Mój nowy współlokator okazał się wielkim motywatorem, bo wyrzucał mnie na siłkę nawet gdy ledwo powłóczyłam nogami. Aaa mój nowy współlokator/stary uczeń :) fajnie się mieszka, w sumie trochę jak z moim przyjacielem Dżersejem (swoją drogą chłopaki złapali jak to mówię flow), także tego właśnie się spodziewałam. Trochę zaliczył wpadek, ale tylko raz się pokłóciliśmy i praktycznie od razu się pogodziliśmy. Także trochę jak w domu, z bratem :) Fajnie. To nie koniec zmian. Dostałam nową pracę! Zaczynam od marca, bo w wydawnictwie niestety robią mi problemy i nie chcą puścić wcześniej. Ale już się cieszę i nie mogę się doczekać. Jestem pewna, że nie tylko wiele się nauczę, ale też wniosę nową energię do zespołu. Trochę się stresuję, czy podołam, ale to chyba naturalne, poza tym wszyscy są bardzo życzliwi i obiecali mi pomoc przy wdrażaniu (a zwłaszcza nauce telewizji, której nie znam, nie oglądam, a nawet nie mam kablówki - teraz muszę jednak chyba założyć). Świat jest bardzo mały. Ostatnio na jednej z imprez z Dżersejem poznałam jego kolegę, Oliviera, który jak się okazało pracuje w tej firmie, do której przechodzę. Bardzo wspierał mnie na duchu, aż do końca rekrutacji, pocieszał, gdy wątpiłam, czy się dostanę. Nie ukrywam, że wpadł mi w oko, ale zobaczymy jak się sprawy będą miały, kiedy już będę pracować trzy pokoje dalej (a także po dzisiejszej imprezie, bowiem bawimy się razem na Sylwestra). Dżersej mówi, że zawsze wie, kiedy ktoś mi się podoba - "robisz te swoje maślane oczy" - co podobno bardzo widać. W związku z tym na razie staram się nie okazywać przesadnego zainteresowania Oliemu (choć kolana się pode mną uginają), a zmieniłam swoje zachowanie (albo przynajmniej pracuję nad tym), właśnie po tej imprezie spędzonej z Dżersejem i jego kolegami. Z reguły chodzę do klubów z koleżankami, więc ta zmiana punktu widzenia była jak kubeł zimnej wody. Spojrzałam na kobiety oczami facetów (a komentowali szeroko). I straszne było to, co zobaczyłam. Większość ma desperację wypisaną na twarzy. Stroje nie pozostawiają wielkiego pola popisu dla wyobraźni. Ostentacja. Dżersej nie jest święty (co pozwala mi założyć, że nie są święci także jego koledzy), ale dziewczyny same podają się na tacy. Okropne to było, a już nie wiem sama co gorsze, czy to, jak te kobiety się prezentowały, czy też złośliwe uwagi facetów. Dwa tygodnie po tej imprezie bawiliśmy się u znajomych na domówce, był z nami też mój współlokator/uczeń. Jedna z dziewczyn była bardzo "wystrojona", w krótkie skórzane spodenki i wydekoltowaną bluzkę, miała też bardzo mocny makijaż oraz absolutnie nic do powiedzenia. Mój uczeń podsumował to tak: jak zdjęła płaszcz to wiedziałem, że może być już tylko gorzej. Niestety albo na szczęście faceci są w tym temacie mało skomplikowani: najpierw patrzą. I jeśli ten widok ich odstrasza, to żeby nie wiem jak inteligentna była ta dziewczyna, oni już się o tym nie dowiedzą. Trochę odpłynęłam przemyśleniami, ale co tam :) wciąż leżę w łóżku i pozwalam myślom odpłynąć, gdzie chcą :) A wracając do tematu, czyli ostatniego dnia w roku. Życzę Wam wytrwania w postanowieniach, realizacji zamierzeń i planów, stawiania sobie wielkich celi. Wspaniałych podróży, choćby tylko w wyobraźni. Zdrowia, bo bez niego nic nie jest ważne. Miłości, byście czuli ciepło i tym ciepłem się dzielili. I szczęścia, a do niego niewiele potrzeba :) czytamy się w Nowym Roku!
czwartek, 17 listopada 2011
Na wypadek gdyby jeszcze ktoś tu zaglądał, tłumaczę się, że wyjechałam i nie było mnie ;))) Byłam w górach z przyjaciółmi ze studiów. 13 osób i 2 dzieci. Jestem szczęśliwa i dumna, że chociaż nasze życie biegnie osobnymi torami, pielęgnujemy tradycję listopadowych wyjazdów, zapoczątkowaną na początku studiów. To niesamowite obserwować jak rośnie nasze grono :) najmłodsza uczestniczka tegorocznego zjazdu ma 4 miesiące :D Czas upłynął nam na spacerach, rozmowach, jedzeniu (i piciu - bliskość granicy Czeskiej skłoniła nas do degustacji beherovki lemon - hit!!!!) oraz grach towarzyskich. Oburzyłam się, słysząc komentarz kolegi: chce ci się jechać 500 km żeby się upić?! Nie, nie chce mi się. Tylko nie o to tu chodzi. Ale o to, by pobyć razem, pogadać, nadrobić zaległości, pośmiać się i po prostu spędzić razem czas. I to jest bezcenne dla mnie, przybysza z dala od swojej planety. Poza tym zmiany. Wprowadza się do mnie mój uczeń :D jestem bardzo podekscytowana i nie mogę się doczekać :))) znamy się już od dawna, nadajemy na tych samych falach, więc myślę, że będzie tak... domowo :))) A poza tym, to trochę jestem ospała. Próbuję ten marazm przełamać, ale chyba nie przywykłam do braku słońca i niskich temperatur. Najchętniej bym nie wychodziła spod kołdry. Mam stosik książek przy łóżku oraz dwa hity tej jesieni, trzymające w napięciu seriale: Ringer oraz Revenge - polecam z czystym sumieniem. Niech mnie nikt nie budzi przed wiosną ;)
środa, 26 października 2011
Patrzę jak to się rozpierzchł ten blogowy krąg :) jeden blog zdemaskowany, inny przeniesiony, kilka porzuconych i tak trochę mi się zrobiło... hmm Byłoby mi szkoda, gdyby coś się stało z tym blogiem. Wiem, że piszę z częstotliwością niedźwiedzia w zimowym śnie, ale takim to właśnie niedźwiedziem się czuję właśnie... W minioną sobotę byłam w Częstochowie na weselu mojej ostatniej współlokatorki. Wesele było super! Z klasą ale bez zadęcia, wszystkie urocze wpadki pary młodej dodały mu uroku. Jak się domyślacie po wszystkim przyszła refleksja, że wszyscy się żenią i wychodzą za mąż tylko nie ja. Na moim weselu to chyba faktycznie córki moich przyjaciółek będą łapać bukiet :) nie pociesza również fakt, że moje 28 urodziny już za tydzień. Za to odliczam dni do soboty, bo lecę do Wrocławia i wreszcie się spotkam z rodzinką i moim studenckim klanem :))) Wszystkim, którzy maja długi weekend oraz tym mniej szczęśliwym - życzę lenistwa i odpoczynku w nadchodzących dniach :)))
sobota, 08 października 2011
Pierwsze arktyczne chłody, gorące grzejniki i kakao z piankami. An w piżamie, na kanapie spędza sobotę wśród kolorowych magazynów i w towarzystwie Kuby Badacha (w głośnikach)l
poniedziałek, 03 października 2011
Spójrzmy prawdzie w oczy, nic z tego nie będzie. Ja będę wciąż myślała o tym, co zrobiłeś. Każdy Twój spadek nastroju będę odbierała jako zły sygnał. Jako cios wymierzony we mnie. Nie czuję się bezpiecznie, czuję się źle. Jak ci to powiedzieć? Uciekam przed tym, chowam się, ze strachu. I CAN NEVER LEAVE THE PAST BEHIND |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Krąg
Szablony
Zaglądam do
|